Nawet nie mam zamiaru sprawdzać kiedy ostatnim razem pisałem tutaj...Wiem, że od tego czasu zapomniałem swojego hasła, cały serwis jak i panel administratora został kompletnie zmieniony.
Wiele się pozmieniało. Straciłem jedną bardzo bliską osobę. Ukończyłem trzecią klasę elitarnego LO o długiej jakże nazwie - bez wyróżnienia. Wyniki matur dopiero przede mną jak i wiele innych ważnych rzeczy i spraw.
Marta rośnie, gotuje i wszystkich dookoła kocha. Codziennie czytam przynajmniej jedną książeczkę, a w drodze kolejna mała istotka Blanka, której najprawdpodobniej będę ojcem chrzestnym - wielka odpowiedzialność (jak mi to wiele osób mówi).
To bardzo powierzchowna relacja z tego co się pozmieniało, nie jestem w stanie wszystkiego opisać, a poza tym byłoby to mało interesujące.
Chciałem pisać o "CENTRYZMIE". Mam tutaj na myśli chęć bywania człowieka w centrum zainteresowania, wydarzeń, opinii, ale także plotek. Zastanawiałem się ostatnio ile występuje odmian takiego zachowania. Doszedłem do wniosku, że przynajmniej trzy:
1. Bycie w centrum zainteresowania, na ustach wszystkich, tak aby wszyscy wiedzieli o mnie wiele. Niekoniecznie to "wiele" ma być odbierane w pozytywnym znaczeniu. Impreza za imprezą, skandal za skandalem. Tak krótko można określić zachowanie człowieka-pajaca. Do czego ma prowadzić takie zachowanie? Wydaje mi się, że to jedna z najbardziej żałosnych, rozpaczliwych odmian "CENTRYZMU". Występuje najczęściej w okresie tzw. "gimnazjalnego szału". Masz 16 lat, rodzice puszczają Cię na imprezy, bo nie wierzą, że ich kochane dziecko będzie żłopać litry piwa, wódki, palić pety, zielsko, a może nawet po raz pierwszy "zaliczy". Po każdej takiej gimnazjalnej imprezie trwa okres "burzy i naporu". Wszyscy przeżywają do następnej imprezy każdy chociaż mały skandalik, które często zostają ubarwiane. Wszyscy się cieszą, są z siebie dumni, ale w wieku 19 lat wydaje się to cholernie głupie co nie? Niestety nie zawsze. Często "gimnazjalny szał" trwa bardzo długo, wyłamując się poza ramy okresu nauki w gimnazjum. Ludzie dalej chleją, palą, "zaliczają" już kolejny raz byle z kim. Wrócę jednak do CENTRYZMU. Takie zachowanie nie ma wbudzać litości, żalu, ma być ukazaniem, że wszystko jest wspaniałe, genialne i osoba "wyznająca" taki CENTRYZM doskonale się miewa. Pytanie jak długo? Może do pierwszej wpadki, kiedy pojawia się multum problemów: opłacanie lekarza, strach przed gniewem rodziców, porzucenie szkoły, znalezenie dobrze płatnej pracy, a może po prostu "tylko" poszukiwanie taniej, cichej, niezagrażającej aborcji. Tak naprawdę stwierdzam, że taka ciągła szajba jest próba poszukiwania spokoju. Szaleć, szaleć aż znajdę coś, kogoś, co mnie ustatkuje, przemówi do mnie, zmieni mnie. Dlatego uważam, że to najbardziej żałosna próba zwrócenia na siebie i swoje problemy uwagi. Najczęściej jednak prowadzi to do kumulacji rozterek. Osoby wyznające ten rodzaj CENTRYZMU mają wielu znajomych, niestety brakuje im choćby jednego przyjaciela, który byłby w stanie pomóc. Wypełnia takiego osobnika duma, gdy idzie chodnikiem i z co drugą osobą jest na "cześć". W przypadku, gdy następuje dół, nie ma nikogo, bo nie pomoże mu ktoś, kto na ostatniej imprezy z nim pił, palił, "zaliczał". Skuteczność wyjścia na ludzi z tego CENTRYZMU to 1%. 99% to Ci, których swawola nie skończy się w jakiś tragiczny sposób, a ten 1% to Ci, którzy zorientują się, że przejechali się na tych wielu znajomościach, idiotyzmach i debilizmach.
2. Bycie w centrum opinii, debat. To według mnie nieco łagodniejsza odmiana CENTRYZMU. Osobnik zajmuje się każdą sprawą znajdującą się w jego zasięgu. Wyręcza drugą osobę, często niepotrzebnie. Biega, biega, biega, żyje życiem innych, którzy tak i tak mają go w przysłowiowej "dupie". Charakteryzują się tym, że są mili, uczynni, otwarci. Wydawałoby się, że to cechy charakteru przydatne, ale nie do przesady. Człowiek XXI wieku stwierdzi, że taki miły, uczynny, otwarty osobnik włazi mu po prostu do "dupy", co wyprowadza go z równowagi. Można nazwać takiego kogoś "pośrednikiem" lub "naiwniakiem". Wypruwanie sobie flaków owszem przydaje się często tym wszystkim innym osobom, ale nie samemu praktykującemu CENTRYZM. Zapomina o swoim bycie, jego sprawy ulegają pogorszeniu, a co najgorsze? To wszystko ma być próbą zwrócenia na siebie uwagi jakim to ja jestem dobrym człowiekiem i oczekiwanie na mały rewanżyk od drugiej osoby. Tutaj następują najgorsze konsekwencje tego wszystkiego. Rewanżu nie widać, a "naiwniak" podłamuje się, traci skrzydła i popada w dół. Bo po co to wszystko? Dziś dobro to nie cnota, cnotą współczesnych jest spryt, cwaniactwo. Jeśli człowiek dobrze wszystkich rozpracuje, weźmie pod uwagę wszystkie możliwości będzie na szczycie. Nie obchodzi już nikogo czy osiągnął to w legalny sposób. Nie opłaca się być dobrym, bo małe prawdpodobieństwo, że ktoś to odwzajemni.
3. Bycie nie w centrum, ale na uboczu i wyczekiwanie na kogoś. Wydaje się, że to ANTY-CENTRYZM. Jednak jest całkiem inaczej. Osobnik się wypalił, ma swoje problemy i czeka na zainteresowanie z kogoś strony. Stara się być dobry, nie chce przeszkadzać, czasami woli przemilczeć kilka spraw żeby znowu nie pojawić się w centrum tak jak kiedyś. Modlitwa takiego człowieka brzmi tak: "Boże spraw żeby ktoś się mnie zapytał co u mnie słychać, co robię, jak się czuję. Co słychać u Ciebie Boże? AMEN". Bóg jest, ale nie musi za każdym razem wszystkich wysłuchiwać i sprawić żeby było lepiej, często nie ma czasu, mam zresztą na głowie cały świat. Co się dzieje jednak, gdy ktoś zapyta osobnika "Witam, co słychać?". Wielka pustka...nie wiadomo od czego zacząć, brak przyzwyczajenia i zaufania do zwierzania się drugiej osobie. Odpowiada "No dobrze, wszystko po staremu". Z pewnością 1% "wyznawców" tego CENTRYZMU trafi na takiego prawdziwego człowieka-anioła (chyba istnieją) i ten "skrzydlaty człek" zapyta ponownie, będzie oczekiwał dogłębnych odpowiedzi, drążenie każdego Twojego zdania. Jakże niezwykle porządany rozmówca. Niby nie ma pojęcia czego słucha, ale pomoże i nagle osobnik się oooooooootwieraaaaa. Szeroko, szeroko aż czasami za bardzo. Trzeba uważać żeby nie spłoszyć tego anioła. Co najgorsze następuje po tym wszystkim? Anioł odzywa się raz na miesiąc, nadal drąży tematy, pyta się o wszystko, ale przez taki okres czasu ma duże zaległości co zniechęca osobnika. Niektóre anioły okazują się takimi "dolatywaczami", tak naprawdę nigdy nie zyskują zaufania, nie są przyjaciółmi, ale ważne że się starają i może zrozumieją, że raz na miesiąc to mało, sporadycznie.
Muszę kończyć, bo przyszedł anioł. Niestety ja dla niej jestem "dolatywaczem".. Bo tak naprawdę sam, przeżywałem te wszystkie stadium, a nawet w jednym nadal głęboko siedzę..
A co u was słychać?